W nocy z 19 na 20 stycznia bieżącego roku nad Polską można było zaobserwować rzadkie i wyjątkowo efektowne zjawisko – zorzę polarną. Choć zorze najczęściej kojarzą się z rejonami arktycznymi, w sprzyjających warunkach potrafią pojawić się również na znacznie niższych szerokościach geograficznych, w tym w Europie Środkowej. Styczniowe widowisko było wynikiem zwiększonej aktywności Słońca, które w ostatnich miesiącach znajduje się w fazie podwyższonej liczby rozbłysków i wyrzutów plazmy. To właśnie one sprawiają, że niebo nad Polską bywa okresowo rozświetlane zielonymi, czerwonymi i fioletowymi smugami. Dla wielu obserwatorów była to pierwsza w życiu okazja, by zobaczyć zorzę bez konieczności podróży do Skandynawii czy na Islandię.
Mechanizm powstawania zorzy polarnej jest bezpośrednio związany z oddziaływaniem wiatru słonecznego z ziemskim polem magnetycznym. Słońce nieustannie emituje strumień naładowanych cząstek, głównie protonów i elektronów. Gdy w wyniku rozbłysku lub koronalnego wyrzutu masy docierają one do Ziemi w zwiększonej ilości, są przechwytywane przez magnetosferę i kierowane w okolice biegunów magnetycznych. Tam wnikają w górne warstwy atmosfery i zderzają się z atomami tlenu oraz azotu. W wyniku tych zderzeń wzbudzone atomy oddają energię w postaci światła o charakterystycznych barwach. Zielone i czerwone odcienie pochodzą głównie od tlenu, natomiast fiolety i błękity – od azotu. Kształty zorzy zależą od struktury linii pola magnetycznego oraz dynamiki napływu cząstek. Temperatura powietrza przy powierzchni Ziemi nie decyduje bezpośrednio o powstawaniu zorzy, ponieważ zjawisko zachodzi na wysokościach od około 80 do ponad 300 kilometrów. Pośrednio jednak niskie temperatury w górnych warstwach atmosfery sprzyjają stabilniejszej jonosferze, co wpływa na sposób propagacji energii i może modyfikować intensywność oraz wysokość świecenia poszczególnych barw. Kontrola temperatury w tamtych rejonach jest możliwa tylko do oszacowania, natomiast w troposferze, czyli warstwie najniższej, temperaturę mierzą profesjonalnie czujniki, np. LB-523A. Urządzenie to to nie tylko precyzyjny termometr, ale także higrometr i barometr.
Najlepszymi miejscami do obserwacji zorzy są obszary położone w pobliżu kół podbiegunowych, takie jak północna Norwegia, Islandia, Grenlandia czy Alaska, gdzie zjawisko występuje regularnie. W Polsce zorze mają charakter sporadyczny i pojawiają się głównie podczas silnych burz geomagnetycznych. Największe szanse na ich dostrzeżenie występują jesienią i zimą, gdy noce są długie, a niebo bywa ciemniejsze, a chłodne masy powietrza częściej przynoszą dobrą przejrzystość atmosfery. Kluczowe warunki to wysoka aktywność słoneczna, odpowiednio silny wiatr słoneczny, niskie zachmurzenie oraz oddalenie od źródeł sztucznego światła. W praktyce oznacza to konieczność śledzenia prognoz pogody kosmicznej, wybór miejsca z dala od miast i gotowość do obserwacji w późnych godzinach nocnych. Styczniowa zorza nad Polską przypomniała, że nawet na naszych szerokościach geograficznych natura potrafi czasem zafundować spektakl porównywalny z tymi z dalekiej Północy.